http://dzikiszlak.com
O mnie Notatki z podróżyGaleria

Notatki z podróży

2015-10-24

Bajkalskie wędkowanie..

Bajkał z wielu względów można uważać za wędkarski raj, wielki, głęboki i czysty, dziki zbiornik z niedostępnym w znacznej części wybrzeżem, o rozmiarach sprawiających, że dzielnie się broni przed wędkarską presją, która i tak jest tu mniejsza niż na niejednym naszym zbiorniku..

A jednak, łapanie ryb w Bajkale nie jest prostą sprawą, uczę się tego od pierwszej wyprawy i nadal jest przede mną jeszcze dużo do nauczenia.

 

Dla wędkarza Bajkał jest bardzo wymagającym, ale również niezmiernie ciekawym łowiskiem.

Jako zimny, górski, oligotroficzny zbiornik, charakteryzuje się wyjątkowym bogactwem zamieszkujących go gatunków, przy jednoczesnym dużym ich rozproszeniu na swym bezkresnym obszarze. Sprawia to, że pomimo sporej ilości ryb dla wędkarza niedoświadczonego w bajkalskim wędkowaniu pierwsze próby zwykle przypominają łowienie w studni. Podobnie było również ze mną, moje pierwsze wędkowania były bardzo frustrujące, chociaż na każdej wyprawie coś tam niby złapałem, było to bardziej dzieło przypadku niż umiejętności i przemyślanej metodologii.

O informacje gdzie i jak łowić na Bajkale jest raczej trudno, przewodniki są w tej dziedzinie dość enigmatyczne, pozostaje intuicja, uważne obserwowanie miejscowych wędkarzy, wsłuchiwanie się w opowieści wędkarskich weteranów, korzystanie z dobrych rad i zaglądanie nad ramieniem do ich pudełek z przynętami..

Z czasem sytuacja zaczynała wyglądać lepiej, obecnie zwykle łapię w wybranych przez siebie miejscach ryby których się spodziewam, metodami które uznaje za właściwe i z wyprawy na wyprawę, wraz z rosnącym doświadczeniem idzie mi coraz lepiej..

 

zwykle łapię większe :)

 

Kluczowym elementem sukcesu jest dobre miejsce. W wielkim, zimnym i ubogim w składniki pokarmowe zbiorniku, ryby gromadzą się tam gdzie jest cieplej, a baza pokarmowa bogatsza. Zasadniczo są dwa elementy przyciągające ryby, które można łatwo rozpoznać w terenie, są to wcięte w ląd płytkie zatoki, gdzie woda jest w stanie nagrzać się w ciągu krótkiego choć zwykle upalnego lata, oraz ujścia rzek niosących z tajgi składniki pokarmowe w postaci owadów i rybiego drobiazgu spływającego z nurtem.

Jeśli te dwie rzeczy spotkamy w jednym miejscu, czyli ujście rzeki w niezbyt głębokiej nagrzanej słońcem zatoce, mamy duże szansę na sukces.

W Bajkale występuje dużo gatunków ryb które są nam dobrze znane, szczupak, okoń, płoć, jaź. Inne nieznacznie się różnią jak np. bajkalski jelec wyjątkowo agresywnie atakujący przynęty spinningowe, albo trzy odmiany hariusa ( biały, czarny i bajkalski) będące bardzo bliskimi krewnymi naszych lipieni, one również są zdecydowanie bardziej drapieżne od ich polskich odpowiedników. Dodatkowo występują tu oczywiście gatunki charakterystyczne dla Syberii, jak tajmień czy lenok, oraz gatunki charakterystyczne tylko dla Bajkału jak np. omul bajkalski. Przy odrobinie szczęścia każda z nich może zawisnąć na końcu naszej wędki.

 

harius - krewny naszego lipienia

 

Tegoroczna wyprawa była nastawiona głównie na wędkowanie, zabrałem więc ze sobą troszkę więcej sprzętu niż zwykle, a miejsca które planowałem odwiedzić były bez wyjątku wybierane właśnie pod kątem połowów ryb.

W związku z tymi założeniami celem mojego wyjazdu stała się północna część Bajkału. Jest ona bardziej przyjazna wędkarzowi niż południowa, ryby gromadzą się przy licznych ujściach rzek a woda jest tu cieplejsza niż w głębokich środkowych i południowych obszarach zbiornika. Oczywiście jak to zwykle bywa, planowana trasa wyprawy na miejscu szybko została zmodyfikowana przez życie. Po dotarciu w okolice Siewierobajkalska, poprzez cały łańcuch przypadkowych spotkań, poznałem miejscowego wędkarza, który usłyszawszy, że specjalnie przyjechałem tu z Polski na ryby, zaprosił mnie na dwudniowe wędkowanie do swojej zimowli. Zimowla miała być położona na torfowej wysepce, pośród grzęzawisk i rozlewisk przyujściowego odcinka rzeki Kiczery. Jako, że z założenia daję prowadzić się w takich sytuacjach losowi, po kilku godzinach kluczenia łodzią przez jeziorka, błota, przesmyki i mielizny, wylądowaliśmy na drżącym, nieco tylko podeschniętym skrawku torfowego kożucha który uginał się pod naszymi nogami, a na którym jakiś cudem, wśród drżących chybotliwych brzózek, postawiona została niewielka chatka z desek.

zimowla wśród błot Kiczery

 

Miejsce samo w sobie było niezwykle urokliwe, otoczone zewsząd błotnistymi oczkami wody, zarastającymi trzciną płyciznami, mszarami, zagubione wśród głębokich wypełnionych brunatną torfową wodą jeziorek, połączonych ze sobą skomplikowaną siecią wąskich przesmyków.
Gdzie okiem sięgnąć w wodzie coś się działo, od czasu do czasu powierzchnia zaczynała falować i wystrzeliwały w powietrze setki rybiego drobiazgu atakowanego od dołu przez stada okoni, wzdłuż bagnistych brzegów rozlegały się wręcz regularnie chlupnięcia żerujących szczupaków, na całej powierzchni ryby oczkowały zbierając owady, patrzyłem nie wierząc własnym oczom..prawdziwy wędkarski raj.
Mój gospodarz od razu zajął się połowem płoci na kolację, ja również się nie ociągałem, spróbowałem najpierw połowu bocznym trokiem, przechodząc następnie na coraz większe i cięższe przynęty. Ryby brały nieprzytomnie, dawno nie doświadczyłem czegoś podobnego, na dziesięć rzutów siedem kończyło się złowieniem ryby, a w miarę zwiększania wielkości przynęty, rosły też gabaryty łowionych ryb. Zacząłem podobnie jak mój gospodarz od płotek, pierwszą rybą złowioną na calowego perłowego twistera była ok. 25 centymetrowa płotka, po niej zaczęły się podobne wielkością okonie, po przejściu na pięciocentymetrowe rippery okonie zwiększyły swe wymiary do ponad 30 cm i dołączyły do nich jazie i szczupaki.  Większe gumy wyłączyły z akcji jazie, okonie brały rzadziej ale za to dochodziły do 40 cm, szczupaki brały licznie, szczególnie te średnie takie w okolicach 60 cm, miałem też kilka uderzeń naprawdę dużych ryb, ale po krótkim holu spinały się zanim zdążyłem je zobaczyć. Mój gospodarz twierdził, że naprawdę duże szczupaki łowi się tu jesienią, a zdarzają się również spore sumy. Na błotach i bagnach Kiczery spędziłem niesamowity weekend, złapanie ryb na posiłek dla czterech osób (ja z żoną i gospodarz z wnuczką) zwykle zajmowało mniej niż 15 minut wędkowania, ryb było tyle, że szczupaki wracały do wody jako mniej smaczne, zaś okonie braliśmy tylko te większe, grube i garbate…

 

15 minut łapania

 

Na koniec chciałbym zaznaczyć że duża część sprzętu i przynęt których użyłem w czasie tej wyprawy została mi przekazana przez firmę Robinson z prośbą o przetestowanie w tamtejszych realiach.

Przynęty które otrzymałem okazały się skuteczne, a sprzęt zdał egzamin w trudnych syberyjskich warunkach.

 

 

Robinson wśród błot Kiczery

 

 

 

Podziel się swoimi uwagami
Imie :
Treść :
Zaznacz, że nie jesteś robotem
dzikiszlak
2017-01-05 20:05
więcej zdjęć zobaczycie na moim profilu w FB, wpisać w wyszukiwarkę dzikiszlak i oglądać:)
Wiciu
2017-01-04 21:59
Chciałoby się tam być, niemniej przydałoby się więcej zdjęć ryb (jazie, szczupaki).
Powrót