http://dzikiszlak.com
O mnie Notatki z podróżyGaleria

Notatki z podróży

2014-06-04

Kolej Transsyberyjska

Koleje rosyjskie w ogóle, a kolej tanssyberyjska w szczególności, są czymś co każdy kolejarz lub miłośnik kolei powinien doświadczyć. Powiedzieć, że jest najdłuższą linią kolejową na świecie to tak naprawdę banał, te proste słowa nie oddają obrazu całości ani złożoności problemu.

Kolej transsyberyjska to twór zjawiskowo olbrzymi, tak wielki że pokonując przestrzeń zagina czas.

Naprawdę.

Na wszelkich dworcach i we wszystkich składach kolei transsyberyjskiej panuje czas moskiewski, kompletnie niezależnie od tego w jakiej strefie czasowej aktualnie się znajdujemy, wszelkie przyjazdy i odjazdy, rozkłady i inne działania regulowane są czasem właściwym dla Moskwy.

Jeżeli na bilecie mamy określony odjazd pociągu o konkretnej godzinie, moment jego odjazdu następuje wtedy, gdy dana godzina wybije w Moskwie, a nie w mieście z którego akurat pociąg ten odjeżdża, wchodząc na dworzec gdzieś na Syberii odbywamy podróż w czasie zwykle o kilka godzin, przechodząc na czas moskiewski.

Kolej transsyberyjska zapewnia gospodarczy obieg na Syberii, dworce syberyjskie są wypełnione  pociągami po przysłowiowe brzegi, często każdy tor jest zajęty, a na co poniektórych zdarza się, że podstawione są dwa pociągi naraz, jadące w przeciwne strony. Dworce są tłoczne i gwarne, zwykle bardzo dobrze utrzymane, czyste, zapewniające wszelkie podstawowe wygody, chronione przez służby porządkowe, wyposażone w sporą ilość punktów handlowych, w większości spożywczych.

Ostrą konkurencje owym spożywczym punktom sprawiają rzesze dworcowych sprzedawców wszystkiego, nie tylko oblegających perony, ale wchodzących do pociągów i oferujących swe towary również w czasie jazdy.

Na większości stacji, u tych właśnie dworcokrążców, można kupić różne produkty spożywcze, od zwykłych handlowych produktów zapakowanych w "sklepowe" opakowania po całkowite "handmade" miejscowych babuszek, tradycyjne rosyjskie pierożki, bliny z różnymi dodatkami, warzywa i owoce sezonowe, gotowane jajka, ziemniaki, ryby w rożnej postaci oraz co ciekawe przedmioty wytwarzane w danym regionie. Są zatem stacje gdzie sprzedawcy mają wyroby z wełny, na innych ze skóry, gdzie indziej futra, ozdoby z drewna, szkła, elektronikę, ryby z miejscowej rzeki przetworzone na różne sposoby lub świeże, jest też stacja na której masowo sprzedawane są gotowane raki, takie raki plus chłodne piwko w gorący dzień w tłocznym pociągu to prawdziwy rarytas.

raki plus piwo w transsybirze

W każdym transsyberyjskim pociągu znajduje się wagon restauracyjny, jest on w porównaniu z dworcowymi babuszkami dość drogi, a porcje nie są wielkie, natomiast zwykle są smaczne, oferowane są tam tradycyjne dania kuchni rosyjskiej, osobiście polecam zupy, jest ich w menu zwykle dość szeroki wybór. Warto mieć na uwadze, że zasoby wagonu restauracyjnego nie są niewyczerpane i zdarza się, że dobra impreza na jakimś długim odcinku pomiędzy odległymi stacjami wyczerpie wagonowe zapasy wódki, ogórków czy innych zakąsek. Należy wówczas pamiętać, że nie jest to jedyne źródło zaopatrzenia wewnątrz transsyberyjskiego składu, dodatkowe zdroje biją bowiem w kantorkach prowadników, można tam kupić nie tylko artykuły pierwszej potrzeby lecz również wszelkie rzeczy, które bywają przydatne na przeciętnym spotkaniu towarzyskim.

Pociągi transsyberyjskie ofiarują swoim pasażerom przejazd w kilku różnych klasach. Klasa "cupe" standardem jest bardzo zbliżona do naszego wagonu sypialnego, zapewnia miłą intymną atmosferę lecz ceną zwykle nieznacznie tylko ustępuje biletowi lotniczemu na podobnej trasie. Znacznie tańszą oraz ulubioną przez wszystkich włóczęgów jest klasa "plackartnyj".

Plackartnyj oferuje podobny lecz trochę niższy komfort niż nasze kuszetki, wzdłuż wagonu otwierając i łącząc niejako poszczególne boksy wiedzie przelotowy korytarz, nie ma drzwi, wiec od śpiewającego w boksie obok sąsiada lub imprezy dwa boksy dalej można się odizolować jedynie mentalnie. Choć szczerze mówiąc imprezy i śpiewacy czy nawet grajkowie są najmniejszym problemem, zawsze można się do nich dołączyć, w długiej trasie tak naprawdę najbardziej dają w kość nudzące się, wrzeszczące małe dzieci i psy. Dzieci niezależnie od tego jak daleko od nas mają miejsce, wcześniej czy później znudzone wielodniową podróżą i tak do nas trafią bo "innostraniec" zawsze jest lepszą rozrywką niż żadna, psy natomiast przeszkadzają raczej jeśli są bezpośrednimi sąsiadami a i to nie zawsze, niestety czasem bywają to szczeniaki nie panujące jeszcze nad swoją fizjologią, co bywa kłopotliwe dla wszystkich w boksie..

zdarzają się i tacy sąsiedzi

W każdym wagonie klasy plackartny znajdują się dwie niewielkie toalety, samowar oraz tuż przy samowarze kantorek prowadnika.

Prowadnik jest bardzo ciekawą postacią spełniającą rolę konduktora, sprzątaczki, służb porządkowych oraz meliniarza i opiekuna w jednym. Na jego głowie spoczywa aby każdy kto trafia do wagonu miał ważny bilet, obcokrajowcom sprawdzają nawet paszport, każdemu wydaje (za niewielką odpłatnością) pościel, dba o to by wszyscy trafili przed odjazdem do wagonu gdy wychodzą na perony w czasie dłuższych postojów, a także aby każdy z pasażerów wysiadł na właściwej stacji, sprząta cały wagon wraz z toaletami dwa razy dziennie, dba aby w samowarze zawsze była odpowiednia ilość wrzątku, interweniuje w przypadku zakłóceń porządku lub ciszy nocnej, można też zwykle kupić u niego różne artykuły pierwszej potrzeby i proste produkty spożywcze, u co poniektórych także (nielegalnie) piwo, papierosy lub wódkę.

W większości składów znajduje się dwuosobowy posterunek policji, co jakiś czas do pociągu wsiada i przechodzi cały skład patrol z psem, podobno wyszkolonym do wyszukiwania różnych niedozwolonych substancji. Ogólnie można przyjąć, że podróż pociągiem przez Syberię jest bezpieczna i po kilku takich przejazdach całkowicie to potwierdzam, oprócz lekko upierdliwych sąsiadów nie spotkało mnie tam nic złego, nikt mi nic nie ukradł, nikt się zbyt głośno nie awanturował, cisza nocna jest przestrzegana.

W pociągu transsyberyjskim w klasie plackartnyj wre życie towarzyskie, po kilku dniach większość ludzi się zna, każdy pogadał z każdym sąsiadem, wypił z nim herbatę albo coś mocniejszego, pośmiał się, ponarzekał, zagrał w karty. Jeśli się trafi na miłych i ciekawych ludzi jest co robić i z kim porozmawiać w zasadzie przez całą podróż.

Aby obrazek nie wyszedł zbyt słodki dorzucę łyżeczkę dziegciu.

Klimatyzacja zasadniczo nie działa, a jeśli działa to symbolicznie, niewielkie otwierane okienka znajdują się w co drugim boksie i można je zaledwie lekko uchylić, tam gdzie ich nie ma okno jest wyjściem awaryjnym i po prostu się nie otwiera. W warunkach syberyjskiego, kontynentalnego, słonecznego lata temperatura w wagonie często sięga powyżej trzydziestu stopni Celsjusza, ludzie się pocą, aby się ochłodzić piją piwo, co powoduje że tworzą się kolejki do toalety, przed większymi miastami ustanowiona jest dodatkowo strefa sanitarna, w obrębie której z toalet korzystać nie wolno i są to momenty kiedy robi się troszkę nerwowo..

Po kilku dniach w wagonie króluje smrodliwy zaduch, podsycany w porze posiłków przez charakterystyczny smrodek chińskich zupek, zalewanych wrzątkiem przez większość pasażerów, postoje w trakcie których można wyjść na zewnątrz stają się w tych warunkach prawdziwym wybawieniem.

 

przerwa na loda na syberyjskim dworcu

W łazienkach można się oczywiście umyć, są tam jednak niewielkie kraniki uruchamiane charakterystycznym zbijaczkiem po podbiciu którego przez chwilkę leje się woda, oczywiście przy odrobinie samozaparcia można umyć coś więcej niż tylko twarz i ręce, ale trwa to wtedy dłużej i przed drzwiami tworzy się kolejka, która w gorące dni, napędzana piwem bywa lekko niecierpliwa..

Mało kto wie, że w wagonie restauracyjnym znajduje się służbowy prysznic, co prawda nie jest on przeznaczony dla pasażerów, ale jeśli uda się dogadać z restauracyjną szefową, za kilka rubli nie robi ona większych problemów, polecam w razie potrzeby skorzystać z tej opcji.

Widoki za oknem to przede wszystkim brzozy, nie wiem czy akurat tak się stało, że rosną za pasem pożarowym, czy jest w tym ukryty jakiś głębszy lub niecny cel, ale patrząc przez okno widzimy po prostu brzozy, brzozowe laski, łączki i bagna okolone brzozami, wioseczki i miasta wśród brzóz, jednym słowem monotonia. Zdarzyło mi się zobaczyć oczywiście z okien pociągu łosie czy sarny syberyjskie, ale są to raczej rarytasy niż codzienne obserwacje.

Podroż pociągiem trwa długo, kilka dni, trzeba wziąć ze sobą coś czym można się przez ten czas zająć, książkę, alkohol, co kto lubi, nie zawsze się trafia na miłych i chętnych do rozmowy z obcokrajowcem sąsiadów, alkohol czasem pomaga przełamać lody, ale jeśli się nie uda wtedy przydaje się książka, bo nawet ja nie jestem w stanie przespać całej trasy, a wierzcie mi potrafię spać długo, dużo i w każdych warunkach...

 

 

 

Podziel się swoimi uwagami
Imie :
Treść :
Zaznacz, że nie jesteś robotem
Powrót