http://dzikiszlak.com
O mnie Notatki z podróżyGaleria

Notatki z podróży

2014-08-26

Kultura picia wódki

O tym że w Rosji pije się sporo wódki przypominać nikomu nie trzeba.

To że robi się to troszeczkę inaczej niż u nas, nie jest już tak oczywiste.

I nie chodzi mi wcale o to że pije się szklankami, wręcz przeciwnie, chodzi mi o otoczkę które ostremu piciu narzuca pewne zwyczajowe ramy...

 

            Wódka jest w Rosji symbolem przymierza, deklaracją chęci utrzymania przyjaznych relacji, niczym fajka pokoju lub gałązka oliwna.

Możemy się wzajemnie w wielu sprawach różnić, ale tu, przy stole na którym stoi flaszka, spróbujemy w miarę naszych możliwości  problemy te rozwiązać. Oczywiście może się to akurat teraz nie udać, ale próbować trzeba, bo sam proces nie dość że ciekawy, jest zachętą do następnej próby rozwiązywania wspólnych problemów w przyszłości, a każda kolejna z prób będzie odbywać się z poziomu coraz większej wzajemnej sympatii i zażyłości. W dalszej perspektywie widać więc jasno, że każdy problem w Rosji da się rozwiązać przy wódce, a barierą jest tylko ilość prób które jesteśmy w stanie podjąć i wytrzymać aby do owego szczęśliwego rozwiązania doprowadzić..

Ta ważna społeczna rola wódki w sposób nieunikniony doprowadziła do szeregu bardziej lub mniej praktycznych zwyczajów, którymi obrósł proces jej spożywania na przestrzeni wieków ...

         Siedziałem kiedyś w knajpce w Niłowej Pustelni racząc się piwem i czymś na ząb, gdy z pobliskiego uzdrowiska (w Niłowej jest uzdrowisko oferujące kąpiele radonowe z miejscowych radioaktywnych źródeł) przyszły dwie pracownice, najwyraźniej z jakimś problemem do rozwiązania, zapewne  spędziły dzień obgadując sprawę na wszelkie możliwe sposoby, ale co oczywiste, samym gadaniem jakiegokolwiek problemu rozwiązać się nie da, w związku z czym po pracy wpadły do knajpki na wódkę. Siadły dwa stoliki dalej zawzięcie dyskutując, po chwili na stole pojawiła się ładna, rżnięta w kryształowym szkle karafka, wraz z kieliszkami do kompletu (ani knajpy, ani nawet Niłowej Pustelni nie podejrzewałbym wcześniej o posiadanie tak ładnych karafek), a w karafce sporo ponad pół litra czystej. Do tego odpowiednia zagrycha w postaci pociętych w plasterki pomarańczy. Panie toczyły dyskusję co chwila przerywając sobie na kielicha i w miarę jak w karafce ubywało, temperatura dyskusji malała, głosy się uspokajały, a szybkie i ostre zdania łagodniały i spowalniały. Obie panie w przyjaźni wyszły po jakiejś pół godzinie (u mnie to było drugie piwo), w karafce zostało na dnie, pomarańcze znikły, a panie przed knajpką dały sobie całuska na "do widzenia" i poszły każda w swoją stronę..

            Jedną z podstawowych zasad kulturalnego spożywania wódki jest zakąszanie.

Jeśli pijemy wódkę starajmy się zakąszać, zakąszanie spowalnia proces upijania się, w kolejne fazy upojenia wchodzimy łagodnie i w sposób bardziej przewidywalny, zapobiega amokowi i gwałtownej utracie kontroli, prędzej zaśniemy przy stole nim zrobimy coś na tyle głupiego, że będziemy potem tego ze wstydem żałowali. Sam dobór zakąsek jest istotnym elementem spotkania i może zarówno podnieść jak i obniżyć jego rangę. Zakąski są różne i ich mnogość, a jednocześnie rola mogą przyprawić o zawrót głowy. Jeśli chcemy się spić z kolegą zakąska może być dowolna np ogórek kiszony, jednak jeśli chcemy się spotkać i porozmawiać o życiu ze znajomymi, wtedy zagrycha musi być lepsza, spotkanie w klubie czy w knajpie to przynajmniej pomarańcze lub inne owoce, dobra solona ryba, sucha kiełbasa, spotkanie rodzinne to np łodygi selera naciowego itd itd aż do łososia i kawioru dla najważniejszych imprezek...

Ułatwia to życie towarzyskie, jeśli wpadając do kolegi niespodziewanie natykamy się na imprezę i nie wiemy z jakiej okazji, jeden rzut oka na zakąski wystarcza by wiedzieć czy wpadliśmy na pijacką balangę czy trzeba pożyczać krawat i biec po kwiaty..

Jeśli na wspólną popijawę Rosjanin zorganizował kawior, jest to wyrazem szacunku jakim zostałeś obdarowany, daje w ten sposób do zrozumienia, że wasze wspólne spotkanie jest dla niego ważne, choć ostatnio bywa też demonstracją pozycji majątkowej...ot, upadek obyczajów..

Zakąski bywają naprawdę ciekawe, u Buriatów zakąszałem kiełbasą z krwi (coś jak nasza kaszanka tylko bez kaszy), surową rybą (nie wiem jaki gatunek, ale dobra ), ale najciekawszą była surowa, zamrożona na kość wątroba wołowa, pocięta w około centymetrowe kostki, obtoczona w mieszance soli i pieprzu,  smakowo i pasowało do wódki wyjątkowo.

            W bardzo awaryjnych sytuacjach, w takich w których pić trzeba (z różnych powodów), a nie ma odpowiedniej zakąski, zdarza się przepijać, tu już panuje pełna dowolność gdyż przepijanie świadczy o tym, że gospodarz nie przygotował się do imprezy, w związku z czym nie będziemy rozwiązywać żadnych istotnych dla świata problemów lecz po prostu się upijamy.

Z własnych obserwacji wiem, że przepijanie piwem budzi wesołość u rosyjskich współbiesiadników, a na następny dzień ze śmiechem poklepują skacowaną ofiarę po plecach pytając jak się czuje, zasadniczo uważają to połączenie za bardzo ekstremalne.

Dla mnie jednak bardziej ekstremalne przepijanie zdarzyło się po kilkudniowej wędkarskiej przygodzie ze szczupakami na plaży na której dość przypadkowo wylądowałem i utknąłem, a na której szczupaki brały wręcz bajkowo, po kilku dniach udało mi się zatrzymać na tzw stopa kuter, który pływał między turystycznymi obozowiskami i do holowanej aluminiowej barki ładował pozostawione przez turystów śmieci. Załoga była całkowicie pijana, wszelkie zakąski, o ile były, skończyły się dawno i wyglądało, że co najmniej od wczoraj żywią się biedacy jedynie alkoholem.

Przepitka także się skończyła, został jedynie Bajkał.

Szkła nie mieli, wiadomo, statkiem buja, szkło się tłucze, piło się zatem z półlitrowego metalowego kubka. Procedura wyglądała następująco, po przepiciu do współbiesiadnika i wychyleniu swojej porcji z kubka, pijący przechylał się głęboko przez burtę, a osoba do której przepijano łapała go za nogi żeby nie wypadł (być może dlatego że to był ostatni kubek, a picie z gwinta wódki, naprawdę, nie uchodzi), w tym czasie pijący zaczerpywał kubkiem wodę z Bajkału i prostował się jednocześnie w miarę możliwości ją pijąc, gdy stawał na nogach był już w zasadzie po przepiciu, wiec by nie wstrzymywać kolejki wylewał resztki wody za burtę i lał przytrzymującemu go porcję alkoholu do kubka. Z trwogą wziąłem udział w tym procederze, ale że ważę koło 100 kg, a przytrzymujący mnie niewielki Buriat wydawał się już bardzo zmęczony rejsem, po kilku kolejkach odpuściłem..

Najzabawniejszy był kapitan którego reszta załogi wyganiała do sterówki gdy płynęliśmy w stronę sterczących tu i ówdzie skał, a który kompletnie pijany po prostu przekręcał kołem sterowym niczym "kołem fortuny" i wracał "do kolejki". Rejs trwał ze trzy razy dłużej niż powinien, ze względu na całkiem spory zygzak jaki kreślił stateczek przez wody Bajkału, a pewnie potrwałby dłużej gdyby w końcu nie skończyła się wódka..

            Zostaje też trzeci mało znany poza Rosją pijacki zwyczaj, a mianowicie zawąchiwanie..

Zdarza się czasem tak, że nie tylko brakuje zakąski (lub właśnie się kończy), ale nawet nie ma czym przepić, a wódka jeszcze jest (wódka w Rosji kończy się naprawdę rzadko i zwykle tylko w ekstremalnych sytuacjach..), w takim wypadku pozostaje nam, znany może z rosyjskich filmów wojennych sposób, tzw zawąchiwanie.

Zawąchiwać należy czymś aromatycznym, może to być dobra sucha kiełbasa (ostatni kawałek z zagrychy), świeży chleb, cebula etc..

Po wypiciu kielicha przykładamy to czym zawąchujemy do nosa i robimy mocny głęboki wdech nosem, efekt jest taki jak po przepiciu, tzn znika charakterystyczny wódczany posmak.

Ekstremalnym sposobem zawąchiwania, w skrajnie trudnych warunkach pijackiego surwiwalu, gdy już wszystko czym mogliśmy zawąchać poszło na zagrychę, a nikt nie był na tyle przytomny aby zawalczyć o ten ostatni kawałek, jest zawąchiwanie...włosami kolegi..

Tak, włosami kolegi, pijemy banię, łapiemy kompana za głowę, przykładamy nos do jego włosów i robimy wdech nosem, głęboki, równy, mocny.

Działa jak każda inna rzecz do zawąchiwania.

Robiłem eksperymenty z włosami żony i faktycznie, działa...

 

Temat wódki w Rosji jest jak rzeka, więc chyba będzie ciąg dalszy...

 

 

PS. Ponieważ jak widzę dorabiam się powoli na razie wąskiego, ale jednak, grona stałych czytelników, zachęcam Was do zadawania pytań na temat Syberii, oczywiście jeśli jakieś was nurtują, w miarę możliwości i wiedzy postaram się odpowiedzieć, zapraszam również do komentowania.

Podziel się swoimi uwagami
Imie :
Treść :
Zaznacz, że nie jesteś robotem
Tfv4JGBch
2015-03-03 13:38
After examine just a nmbuer of of the weblog posts in your website now, and I actually like your way of blogging. I bookmarked it to my bookmark website record and can be checking again soon. Pls try my website as well and permit me know what you believe.
Bohdan
2015-02-28 22:29
Super opowiesci- Zrobilem zakladke.
Janek
2015-02-25 22:22
Widzę po tym artykule że się rozkręciłeś jako publicysta,wciągaj dalej.I tak Ci zazdroszczę tej wolności i luzu ,nie wci?gam ,i tam nie pojadę z tego powodu.
Tomek
2015-01-22 04:52
Super text , jestem z polnocno wschodniej Polski I temat zawachiwania nie jest mi obcy :).
Jak dzis pamietam zapach buleczki z serem pod ktora pilismy spirytus rozrabiany woda zrudlana z lesnego potoku .

Pozdrawiami gratuluje podrozy
daniel
2014-12-12 19:23
pracowalem kiedys w rosji kilka miesiecy ,,, spodobali mi sie ludzie i ich zycie ,,, no moze nie wszystko ale jednak ... planujemy w nastepnym roku przejechac sie koleja transyberyjska ,,, daj prosze jakies namiary a zeby jakos do dograc i nie tylko jechac ale i muc sie zatzymac gdzies i cos zobacvzyc ,,, gdzie szukac pomocy zeby taka wyprawe zorganizowac ,,,, nie interesuja nas biura podruzy itp ,,,, pozdro Daniel ,,, siorki za me pismo ale polski nie jest moim jezykiem ucze sie go tak samo jak i rosyjskiego
Powrót