http://dzikiszlak.com
O mnie Notatki z podróżyGaleria

Notatki z podróży

2018-01-16

Plany i spektrolity czyli drugi raz Finlandia

           

          Moja druga wyprawa do Finlandii latem 2017 nie przebiegała tak jak to sobie wymarzyłem. Nie tego się po niej spodziewałem, a jednak założenie, że znajdę dokładną lokalizację złoża spektrolitu, które początkowo przyjmowałem jedynie w najbardziej optymistycznych planach, udało się zrealizować.

I tylko tą jedną rzecz.

           Gdzieś pisałem już o planowaniu wypraw , prawda?

W skrócie przypomnę, że planowanie jest przereklamowane, należy posługiwać się nim ostrożnie, z jak najdalej posuniętą ogólnością i możliwie najszerszymi ramami czasowymi.

Tak też zwykle robię i tak było i tym razem.

Plan wyglądał naprawdę prosto, zakładał wyprawę pickupem wzdłuż wschodniej granicy Finlandii, z postojami w miejscach szczególnie urokliwych i nadających się do wędkowania, a gdy minie  połowa czasu zaplanowanego na wyjazd, powrót jakąś inną drogą.. ot i tyle.. przecież takiego planu nie sposób zawalić..

W opcjach optymistycznych marzyły mi się jeszcze spektrolity z rejonu Ylamaa. Bez specjalnych powodów, kiedyś wpisałem w Google coś na temat Finlandii i pojawiły się zdjęcia ładnych kamieni. Na tyle ładnych, że chętnie bym sobie pozbierał..

Aby nie było jednak za prosto, dokładnej lokalizacji miejscówki internet nie wyjawił, oprócz tego oczywiście, że są gdzieś w okolicach miejscowości Ylamaa, która jest stolicą spektrolitu, o znalezieniu współrzędnych do wklikania w GPS mogłem sobie jedynie pomarzyć..

W związku z czym uznałem spektrolity za opcję całkowicie dodatkową, ot pokręcę się dzień czy dwa w okolicach Ylamaa, ryby połapię, a jak potknę się o jakiś ładny kamień to podniosę, bo może to będzie spektrolit..

           Do wyprawy pilnie się przygotowałem, uzupełniłem sprzęt wędkarski, w czym wydatnie, jak od lat, pomogła mi firma Robinson, wysłałem pickupa do mechanika i elektromechanika, by potwierdzili, że jest w pełni gotowy na wyzwania, poinformowałem żonę, że wyjeżdżamy i żeby w tym czasie nie planowała nic innego, zorganizowałem konieczne fundusze...w sumie załatwiłem wszystko co załatwiam zwykle w takich wypadkach.

Niektóre rzeczy poszły łatwiej inne trudniej, samochód spędził trochę czasu w warsztatach, bo nie wszyscy fachowcy podzielali mój entuzjazm co do jego stanu, ale w końcu po dwóch tygodniach napraw i on był gotów do drogi..

          Jako, że żona moja jest twardym kierowcą, podróż do Finlandii z południa Polski, łącznie z przeprawą promową zajęła nam około doby. Z Helsinek wyrwaliśmy się drogą na wschód, w stronę granicy, a już jakieś 100km dalej tablica rozdzielcza przy pomocy różnych lampek zaczęła dawać mi znać, że coś się dzieje niedobrego.. Lampki były różne, od braku ładowania akumulatora na niskich obrotach po awarię poduszek powietrznych, zapalały się, migały, gasły..Auto jechało, oprócz migających lampek nic się nie działo. Krótki odpoczynek na parkingu połączyliśmy z zaglądnięciem pod maskę, wszystko wyglądało tak jak trzeba, płyny były uzupełnione, bezpieczniki działały, nic do czego można by się przyczepić..

Droga znikała pod maską, pod wieczór zaczęliśmy się rozglądać za noclegiem, ponieważ doba spędzona w aucie dawała się we znaki, spragnieni wygody zatrzymaliśmy się na polu campingowym nad brzegiem Bałtyku, w miejscowości Virojoki.

 

Bałtyk od drugiej strony, tak właśnie wygląda..

 

            Kolejnego dnia ruszyliśmy dalej i nasza podróż trwała aż do położonej przy samej granicy miejscowości Vaalimaa, tu zatrzymaliśmy się przy ciekawie wyglądającym sklepie z rybami, na parkingu którego masowo zatrzymywali się rosyjscy kierowcy w drodze do domu..

Czasem zastanawiam się czy decyzja o tym postoju była szczęśliwym zrządzeniem losu, czy raczej jego kolejnym żartem, w każdym bądź razie na owym przysklepowym parkingu samochód odmówił dalszej jazdy...nawet przy wsparciu jak zawsze chętnych do pomocy rosyjskich szoferów i mimo kilku godzin prób, samochód nie odpalał.. Wizja holowania go do Polski była zabawna tylko przez chwilę, wykonałem kilka telefonów do znajomych próbując zdiagnozować usterkę telefonicznie... Po kilku kolejnych godzinach wymuszonego postoju samochód odpalił jakby mu nigdy nic nie dolegało.. wtedy już jednak wiedziałem gdzie w Virojoki jest warsztat z rosyjskim mechanikiem, z którym z pewnością się dogadam..i po chwili byliśmy w owym warsztacie.

Kolejnych kilka godzin oczekiwania i samochodem zajął się Michaił, bardzo serdeczny i przyjazny człowiek..choć usterki nie znalazł...wszystko działa...

 

Jako, że w międzyczasie nadciągnęła noc przygarnął nas ponownie znany już camping w Virojoki, wygodne łóżka, miłe domki, nad brzegiem Bałtyku wyglądającego jak jakieś płytkie, zarośnięte jeziorko, stał chybotliwy pomost, brały małe okonie.. Właśnie wybrałem się po nie z wędką, gdy od strony samochodu dobiegł mnie szum niczym gotującej się wody, gotował się akumulator roztaczając wokół zapach siarkowych źródeł, po kolejnym telefonie miałem już diagnozę..regulator napięcia w alternatorze..

Kolejna wizyta w warsztacie, Michaił w kilku słowach wyjaśnił mi dlaczego wymiana całego alternatora będzie tańsza niż samego regulatora napięcia (koszty robocizny), oraz jak bardzo drogo będzie to kosztować (bardzo). Dodatkowo na sprowadzenie odpowiedniego alternatora należy poczekać trzy może cztery dni..wyjął mój stary zagotowany akumulator, udostępnił jakiś inny dając kilka porad jak go szybko nie zagotować..

Cóż było robić, jeździliśmy zepsutym autem po okolicy, dbając by nie zagotować akumulatora, wyczuleni na subtelny zapach siarkowych źródeł, z włączonym ogrzewaniem, długimi światłami , maksymalnym nadmuchem i innymi sprzętami zapewniającymi odbiór nadmiaru energii dostarczanej przez alternator..

Promień w którym mogliśmy się bezpiecznie poruszać wynosił ok 40 km, ale trzeba było dokładać starań aby miejsce zatrzymania samochodu wypadało na co stromszych  górkach, aby było możliwie łatwo odpalić go na tzw pych..

I tak to zaczęło troszkę komicznie wyglądać, czekając na dostawę części, utknęliśmy na pobliskim campingu, a zasięg naszych wycieczek limitował dyskretny zapach siarki dochodzący spod maski..

Jednak w tym zasięgu znajdowała się Ylamaa, stolica spektrolitu..

           Centrum spektrolitu wraz ze sklepami, muzeum, wystawą, szlifiernią etc znajduje się przy drodze, na dużym parkingu, przed miejscowością..

Piękne okazy kamieni, po horrendalnych cenach, z niechętnymi do targów Finami ...wkurzająca mieszanka..

Po kilku próbach porozumienia z obsługującymi centrum Finami udało mi sie ustalić, że złoża spektrolitu znajdują się co prawda w okolicy, ale ich dokładna lokalozacja nie jest ujawniana, z całą pewnością tam nie trafimy, a jesli już to i tak trzeba mieć przepustkę, której nikt nam nie udzieli. Więc jeśli chcemy mieć kamyczek to najlepiej kupić go tu i nie zawracać przysłowiowej ..głowy.

            Nie lubię takich mało empatycznych Finów..i nie lubię jak mi ktoś mówi że nie dam rady.. A ponieważ czasu miałem sporo..

Jak mówi moja ciocia "..koniec języka za przewodnika.." i szybko okazało się że okoliczni Finowie faktycznie nie znają lokalizacji złoża..wiedzieli że gdzieś koło Ylamaa, ale w którym kamieniołomie? Jest ich tu tyle..nawet pracownicy kamieniołomów  granitu, których w okolicy sporo, wzruszali tylko ramionami..

w końcu, po wielu wielu zniechęcających próbach, zaczepiłem parkę młodych ludzi którzy przerażeni moją łamaną angielszczyzną zaproponowali przejście na rosyjski..był to naprawdę szczęśliwy traf..

 

          Właściciele kopalni spektrolitu, a jednocześnie właściciele centrum spektrolitu koło Ylamaa, mają praktycznie monopol na jego wydobycie, złoże jest niewielkie, oparte o kilka wychodni skał gabro wśród panujących tu granitów. Kilka rodzin które trzyma rękę na tym wydobyciu, aby nie dopuścić do spadku cen wydobywa głównie wtedy, gdy w centrum zaczyna brakować towaru na sprzedaż. Cały fiński spektrolit przechodzi przez ich ręce, a znakomita większość jego sprzedaży przechodzi przez centrum..Ponieważ są jednak ludźmi interesu sprawdzili różne metody jego zbycia, okazało się że jeszcze kilka lat temu gdy ktoś się upierał, chcąc samemu znaleźć swój spektrolit mógł zapisać się na specjalistyczną wycieczkę, zostawał dowożony do kamieniołomu, tam znajdował sobie wśród rumoszu swój kamień, po czym wracał do centrum gdzie ów kamień był przycinany, szlifowany i oprawiany, by znalazca mógł cieszyć się końcowym wyrobem jubilerskim... Ponieważ jednak cały ten cyrk wychodził znacznie drożej niż zwykły zakup biżuterii w sklepie centrum, chętnych nie było zbyt wielu i pomysł po pewnym czasie upadł..

Szczęście polega na tym że dziewczyna z pary którą właśnie zaczepiłem była kiedyś przewodnikiem turystycznym dla takich wycieczek z Rosji.. cudnie , prawda?

A że Rosjanie jak już kilka razy pisałem zwyczajowo są uczynni, gościnni i mili chwilkę potem toczyliśmy się po Fińskich szutrówkach za autem Rosjan i po przejechaniu zadziwiająco dalekiego dystansu od Ylamaa, znaleźliśmy się w kamieniołomie do którego były wożone wycieczki. Spektrolit leżał wszędzie, w malutkich kawałeczkach, w równiutko sypniętych hałdach, nic tylko wybierac swój klejnocik..spędziliśmy tam czas do wieczora, pickup grzecznie odpalił..noc jak zwykle w campingu nad Bałtykiem, co i tak nadwyręząło nasz zagrożony ruiną, przez naprawę auta , budżet.

Patrząc wieczorem na znalezione spektrolity dostrzegłem że stanowią one dość świeży urobek, podczas gdy skały w kamieniołomie nie nosiły żadnych śladów niedawnego wydobycia, wręcz przeciwnie, w wielu miejscach pojawiły się już na nich porosty i mchy, na pułkach rosły młode drzewka, krawędzie ścian nie cięły palców, podczas gdy tymi trzymanymi w ręku okruchami o ostrych krawędziach bardzo łatwo było się zranić, zbierając bez rękawiczek całe dłonie mieliśmy pocięte..

Sprawa była oczywista, sprytni Finowie nie zdradzali lekkomyślnie miejsc wydobycia. Kamieniołom do którego nas zaprowadzono i który ponoć był klasycznym i legendarnym miejscem wydobycia fińskiego spektrolitu był mistyfikacją, miejscem od którego mieli się odbić zbyt wścibscy miłośnicy łatwych skarbów.. W miejsce starej i nieczynnej od lat odkrywki przywozono gruz i poprodukcyjne odpady, ładnie je tu kiprowano, a naiwniacy mogli przebierac w odrzutach i coś sobie jeszcze wyłuskać..za co dodatkowo słono płacili w cenie wycieczki..

 

Przy założeniu że Finom nie opłacałby się zbyt daleki transport odpadów, źródełko spektrolitu musiało bić gdzieś całkiem niedaleko, nie dalej niż kilka kilometrów od fałszywego kamieniołomu..

Wujek Google prawdę nam powie, lokalizacje miałem zaznaczoną na GPS teraz korzystając z map satelitarnych należało odnaleźć podobne struktury w pobliżu, nie było to trudne, wyraźnie odcinały się od zieleni lasu..w okolicy znalazłem cztery miejscówki i kolejnego dnia mogłem się cieszyć z udanych trafień..

 

Znalezione okazy spektrolitu

 

Jak wspomniałem Finowie niezbyt często pozyskują spektrolit, kamieniołomy często są puste lub ruch na nich jest dość symboliczny, swobodnie mogliśmy się poruszać po wyrobiskach i znaleźć kilka dużych i ładnych okazów..

W drodze powrotnej minęliśmy kilka ładnych jezior, na których jak zwykle w Finlandii brały za małe szczupaki..ale za to sporo ich było i z jednego miejsca zawsze wyciągało się po kilka .. żaden wyczyn, ale zabawa zapewniona..

 

Takie szczupaczki biorą co kilka minut

 

Wędkowanie w Bałtyku przynosiło podobnie małe szczupaki, jeszcze mniejsze sandacze i okonie troszkę przed trzydziestką..

 

W Bałtyku niewiele lepiej

 

          Konieczność uiszczenia należności za wymianę alternatora i akumulatora, oraz opłat za noclegi w campingu zrujnowała nasz wyprawowy budżet, za końcówkę kasy kupiłem sobie  jeszcze w centrum spektrolitu okaz w pięknym złotym kolorze i mając już tylko na paliwo i prom rozpoczęliśmy odwrót..

 

Okaz spektrolitu zakupiony w centrum

 

Taki to był wyjazd..

Udany?

Nieudany?

Nie wspominam go źle..choć ani porządnie nie połowiłem, ani wielu obcych miejsc nie zobaczyłem, z drugiej strony kilka ładnych spektrolitów w kolekcji mam..i to z rzadkiej i cennej lokalizacji "koło" Ylamaa..

 

 

Podziel się swoimi uwagami
Imie :
Treść :
Zaznacz, że nie jesteś robotem
Powrót