http://dzikiszlak.com
O mnie Notatki z podróżyGaleria

Notatki z podróży

2014-06-29

Rybka po buriacku

hariusy

 

Buriaci zasadniczo nie komplikują rzeczy prostych, natomiast te skomplikowane skrajnie upraszczają, chętnie przyjmują różne rzeczy od innych narodów, następnie poddają je procedurze upraszczania, do nazwy dodają "buriacki", bądź "po buriacku" i traktują jak swoje.

Tak powstała buriacka bania, ucha po buriacku i wiele innych..

Ma być proste, działać w tajdze, w środku zimy i być możliwe do wykorzystania przy ognisku.

Podobnie jest z buriacką kuchnią, prosta, bez udziwnień, do upichcenia w zimie, w tajdze, na ognisku i co wazne - szybko.

Jako że Buriaci są w upraszczaniu prawdziwymi mistrzami, potrafia uprościć również rzeczy skrajnie proste.

Dla przykładu ryba z ogniska, wydawało by się, że nie ma co tu uprościć, prawda?

Kazdy to potrafi, każdy kiedyś robił, posiadaną rybkę oskrobać z łusek, wypatroszyć, posolić, nabić na patyk i upiec nad żarem ogniska.

Otóż Buriaci będący mistrzami docierania do istoty rzeczy oraz wyciągania esencji z każdej czynności uproscili i ten zdawało by się całkowicie pierwotny, banalny i maksymalnie prosty przepis na rybke z ogniska.

Pozostawili tylko trzy absolutnie istotne elementy będące podstawą i kwintesencją przepisu : rybkę, ognisko i patyk.

Bierzemy rybkę, wbijamy na patyk przez pysk aż do wnętrzności, pieczemy nad ogniskiem, żadnego tam skrobania, patroszenia, solenia, to wszystko są jedynie zbędne i nieistotne udziwnienia.

Skrobanie łuski jest bez sensu, bo prawdziwy Buriat żywi się mięsem, a nie jakąś tam skórą, a już tym bardziej z łuską, patroszenie jest błędem, bo pozbawiamy się w ten sposób tłuszczu odłożonego wokół jelit i narządów wewnętrzych, głowy się nie odcina, bo pysk świetnie się nadaje do nabijania na patyk, pieczemy blisko ognia tak aby wewnetrzny tłuszcz wytopił się i nasycił sobą mięso które w innym wypadku jest dla Buriata suche, chude i jałowe.

Początkowo podchodziłem do przepisu sceptycznie.

Jakoś te rybie flaczki rozdarte kijaszkiem słabo przemawiały do moich ośrodków głodu, nawet gdy te były całkiem mocno pobudzone, ale skoro sie chce poznać jakiś naród bardziej niż przy pomocy Wikipedii trzeba czasem przełknąć i taką  rybkę z flaczkiem.

Moja pierwsza rybka z flaczkiem była hariusem, czyli syberyjskim lipieniem, niezbyt dużym, więc tym bardziej łatwiej mi przyszło.

I okazała się całkiem smaczna.

Z flaczkiem.

Choć oczywiscie flaczka się nie je, wnętrzności robią w naszej "rybce po buriacku" za wszelkie przyprawy, oraz oczywiscie stopiony otaczający je tłuszczyk nasącza mięso zastępując omastę.

Flaczek wbrew pozorom nie rozlewa się po mięsie i nie psuje smaku potrawy, jest zamkniety w jamie brzusznej, oddzielony od mięsa klatką z ości. Po upieczeniu, rozrywamy skórę, zjadamy mięso, pozostawiajac szkielet otaczający ośćmi wnętrzności.

Rybka taka jest naprawdę smaczna, mimo że może troszkę brakuje soli, niecodzienny ale ciekawy aromat "flaczka" zastępuje wyszukane przyprawy, mieso jest tłuste od wytopionego wewnętrznego rybiego tłuszczu, nabierając delikatnie złotawej apetycznej  barwy.

Co więcej, całość potrawy przyrządza się dużo szybciej niż rybkę z ogniska po naszemu, można nawet powiedzieć że praktycznie nie brudzi sie rąk w trakcie jej przyrzadzania..

 

Podziel się swoimi uwagami
Imie :
Treść :
Zaznacz, że nie jesteś robotem
:D
2014-06-29 13:13
:D
Powrót