http://dzikiszlak.com
O mnie Notatki z podróżyGaleria

Notatki z podróży

2014-12-14

Zimowa zaduma

Zima, choćby tylko taka z nazwy - kalendarzowa, wydłużyła nam znacznie wieczory, mamy troszkę więcej czasu na siedzenie w domu wspominania i rozmyślanie.

Jeśli dorobiłem się już jakiś stałych czytelników mojej grafomanii, są zapewne zorientowani że piszę głównie o swoich podróżach oraz przemyśleniach i refleksjach nad życiem które najczęściej w trakcie tych podróży mnie dopadają.

Również dzisiaj, korzystając z długiego wieczoru, jak zwykle uciekam od codziennych obowiązków w dumanie o kolejnej włóczędze, choć tym razem nietypowo zacząłem rozmyślać od spraw zasadniczych, co mnie tam ciągnie, po co to robię ?

 

oczekiwanie na wodolot (spóżniony dwa dni) szwajcarka , ja, obok siedzi dwójka niemców, austyjaczka i rosjanie

 

Czemu chce mi się podróżować, a potem pisać o tym gdzieś w próżnię z nadzieją, że w tym internetowym oceanie chaosu ktoś to jednak wyłowi, przeczyta...

Chyba nie ma prostej odopwiedzi na to pytanie.
Można zacząc od tego, że nie znoszę nudy, braku ciekawych zdarzeń, wrażenia że gdy na starość zacznę się bujać w bujanym fotelu przed kominkiem, nie będę miał ciekawych wspomnień, nie będzie czego opowiedzieć wnukom, a przynajmniej nie będą to wspomnienia na tyle ekscytujące, aby dzieciaki wytrzymały choćby te dziesiec minut słuchania. Niewiele rzeczy przeraża mnie tak bardzo jak wizja nieciekawego, zmarnowanego życia. W związku z tymi lękami starałem się robić w życiu różne dziwne rzeczy, czasem bardziej, a czasem mniej mądre.

Ciekawość świata, tego co jest za górką, lasem czy horyzontem dość często wypędza mnie z domu i przez cały ten czas mam wrażenie, że przeżycia które stają się moim udziałem, nadal są zbyt mało intensywne, nadal brakuje im kilku ostrzejszych przypraw i nadal powinienem próbować dalej, wyżej, albo przynajmniej trochę inaczej, ciekawiej.

 

przez Sajany

 

Zapewne w związku z tą potrzebą przeżycia czegoś naprawdę ekscytującego próbowałem już zarówno płukania złota w nadbajkalskich potokach jak i poszukiwania zielonego sajańskiego nefrytu. Docierałem do mało znanych buriackich leczniczych źródełek, spałem w myśliwskich chatkach rozrzuconych po tajdze, do których trafiają normalnie tylko lokalni myśliwi i łapałem ryby w miejscach gdzie przede mną łapali je tylko miejscowi. W trakcie takiej swobodnej włóczęgi wiele rzeczy przychodzi samo, niezauważalnie, naturalnie i przypadkowo, nie zawsze łatwo jest ocenić wagę zdarzeń które właśnie się dzieją. Czasami udaje mi się to po powrocie, gdy drapiąc się po głowie nagle zdaję sobie sprawę, że faktycznie dałem wówczas czadu i była to niezła przygoda, a czasem uświadamiają mi jej wartość ludzie którym o tym w formie anegdoty opowiadam. Bywa, że wyjaśnią faktyczne znaczenie zdarzeń których doświadczyłem przez przypadek, traktując je tak lekko ze nawet nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Bywa i tak, że w trakcie wydarzeń jestem zaaferowany czymś mało istotnym, albo nie jestem pewien czego akurat jestem świadkiem, a jeśli nawet wiem i skupiony jestem na właściwych wydarzeniach to myślę o tym jak wyjść z tej przygody bez szwanku, niż o wykonaniu dokumentującej całą akcję fotografii. Miedzy innymi po to aby wyłowić zdarzenia które w natłoku wrażeń umknęły mojej należytej uwadze, potrzebni są odbiorcy relacji, słuchacze opowieści, czytelnicy, niezależni cenzorzy przykładający swoją miarkę do tego co usłyszeli czy przeczytali. Zwracający czasem uwagę na szczegóły które potraktowałem po macoszemu, wskazujący momenty w których los się do mnie uśmiechnął, a które mi umknęły...

Los bardzo rzadko obdarowuje nas takimi magicznymi momentami w sposób oczywisty i przewidywalny, nigdy nie daje dwa razy takich samych prezentów i zawsze są one niespodzianką. To jest w tym wszystkim najbardziej niesamowite, wciągające i uzależniające. Włóczęga uzależnia, jestem tego całkowicie pewien, tym bardziej, że sam jestem na to niezłym przykładem.  Nawet teraz, gdy w zimowy niedzielny wieczór wypadało by się zastanowić co mam do zrobienia w tygodniu, jak rozplanować zajęcia aby w miarę sprawnie zarobić na utrzymanie rodziny, więcej czasu zajmuje mi natrętne rozmyślanie o kolejnym wyjeździe, o tym gdzie chciałbym dotrzeć, jakimi środkami i jakim czasem muszę dysponować aby rzecz się mogła ziścić.

To oczywisty nałóg, a ja nawet nie zamierzam z nim walczyć, godzę się z konsekwencjami, dobrowolnie ponoszę koszty.

Samo myślenie o wyprawie sprawia mi przyjemność..

 

Już czuję drogę, aż podnoszą mi się włosy na karku.

Czuję zapach tajgi i dymu ogniska.

Czuje smak ryby i wody z Bajkału.

Już niedługo.

 

 

Trzeba mi wielkiej drogi....

 

 

Podziel się swoimi uwagami
Imie :
Treść :
Zaznacz, że nie jesteś robotem
Sławek
2015-11-03 02:09
Jak ocenia pan pomysł wyprawy rowerowej na Syberię latem? Owady, stan dróg - czy mogą być poważnymi przeszkodami? A może coś innego?
Dominik
2015-07-29 11:39
Wewnętrzna zaduma- pozwala nam zobaczyć samego siebie.

http://dzikiszlak.com/
Janek
2015-02-25 22:53
Jest u nas w Koszalinie na moim ADLERZE wiszącym na ściemie 22/50 .Dobranoc .Pewnie tam na jakimś zegarku jest już 5 rano,zggaduję. Nie będę sprawdzał.y
Janek
2015-02-25 22:05
Z zainteresowaniem czytam twoje szczere wyznania o stanie twej świadomości w momencie rozpoczęcia wpisywania.SZkoda że masz tak kiepski aparat fotograficzny ,bo jakość i technika fotografia pozostawia sporo do poprawienia.
Ale nie przejmuj sie ja też niewiele umiem ale będę się podciągał.w technice bo aparat mam już wyższej klasy.
Powrót